<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Zaufajmy budzikom"> 
<author_1=> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="2">
<date=1954-02-07>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
 Mymy dzi sami jechali do przedszkola  zawoa Ja. Nos mia czerwony, z butw lao si boto na podog.
 Dlaczego sami?
 Bo nikogo wicej nie byo.
 Dlaczego nie byo nikogo wicej?
 Bo grypa  wrzasn Andrzej. Pani kierowniczka ma gryp, panna Kazia ma gryp, pani intentka ma gryp, pani Hania ma gryp i dzieci te. Tylko Kornacki jest zdrowy i Kozowski strasznie smarka. Dlaczego my nie mamy grypy?
 A czy dali wam obiad?  zaniepokoia si matka Jasia.
 Pewnie, e tak. Jeszcze kademu wpychali dokadk.
 I mamy tak lamp, co si goo pod ni ley. Tylko panna Zosia wcale si nie chce rozbiera, a nam kae.
 Jak lamp? Co ty gadasz?
 Tak  fioletow.  Trzeba pod ni nosi okulary.
 I rozbieracie si do goa w taki mrz? I potem wychodzicie na spacer?
 Na spacer? My w ogle nie chodzimy teraz na spacer.
 Sakramenckie przedszkole  mrukna matka Jasia, wycierajc boto z podogi.
 Wyrazy! Mama mwi wyrazy!  ucieszy si Ja i ju w kapciach poczapa do kuchni.  Jestem godny. Dawaj je.
 Dobry znak!  krzykna matka Jasia do ojca Jasia, ktry wanie wchodzi do mieszkania.
 Jaki znak?  zdziwi si.
 Dziecko chce je. To dobry znak. Znaczy si, e grypy nie ma.
 A kaczego on ma znw mie gryp?  rozzoci si ojciec Jasia.
 Znw? Przecie jeszcze nie mia!
 Jak to? Dwa tygodnie w listopadzie w ku lea.
 To nie bya grypa, tylko angina i wtedy w ogle nikt nie chorowa. To si nie liczy. Oni dzi sami jechali do przedszkola. Panna Kazia ma gryp 
 Mama, my chcemy je!
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
